|
|
|---|
![]() |
Premiere am Fr., 15. Juni 2007,
19.30 Uhr

(...)Tym razem obyło się bez czytania utworów dramatycznych - słowa prawie w całości wyparł ruch, gest i taniec. I to moim zdaniem może być przeszkoda z dotarciem przy pomocy tej formuły do szerszej widowni. Większość z nas bowiem próbuje doszukiwać się jasno przekazanego sensu i treści. W spektaklach, w których liczy się przede wszystkim forma, jest to bardzo trudne. Dużo oczywiście zależy od realizatorów. Na "No. 2" [na zdjęciu] Jacka Gębury i Maćka Prusaka szczerze się ubawiłam, w przedstawianych scenkach dopatrzyłam się nawet parodii meczu piłkarskiego łącznie z pokazaniem faulu. Pomogła żywa mimika obu aktorów. Plusem była także ciągła zmienność tematów, muzyki, niekiedy nie było wiadomo, czy ma się do czynienia z małymi chłopcami z podwórka czy nastolatkami(...)
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
impart
scenariusz – Jacek Gębura
Piotr Kamiński (Niskodźwięk), Jacek
Gębura (Zwrotkownik)
Witold Jurewicz (Refreniec) oraz Kartka
z Encyklopedii (Encykla)
muzyka/dżwięki- Paweł Romańczuk
Motto:
Na początku było słowo… fiu… przepraszam – chyba ruch.
(Scylokopstranos)
C - activ
wiersze señora
Witkacego
Scenariusz i reżyseria Konrad Imiela
|
|
|
|
NO*1 - realizacja
Jacek Gębura / zespół
premiera : 1.02.2007 godz. 18.30 - Wrocławski Teatr Lalek / scena na piętrze
2.02.2007
godz. 18.30
![]() |
TTaRKA na PPA
Przegląd Piosenki Aktorskiej Scena OFF![]() |
teatr tańca
Kaliskie spektakle , dyskusje ,pytania …
(…)Znacząco na festiwalu zaistniały spektakle, w których mniej jest tańca sensu stricte, a więcej zabawy ruchem i gry w teatr. To przede wszystkim Teatr Tańca Arkaz Tańcami których nikt nazwać nie chciał …w choreografii Jacka Gębury ( wyróżnienie za „poszukiwania wzbogacające własny język teatralny”)Trzech odmiennych tancerzy, trzech artystów, trzy osobowości. Trzy drewniane okna, trzy pary drzwi, postacie stojące w punktowym świetle . Ten ascetyczny z pozorupoczątek rozwija się w humorystyczną opowieść o rwącej się fabule, zapełnioną dziwnymi zderzeniami – bohaterów ze sobą nawzajem i z napotykanymi wciąż przedmiotami. Ważną funkcję pełnią też oddechy i głosy tancerzy tworzące dźwiękowe tło spektaklu i nadające rytm działaniom postaci. Pojawiają się parodie breakdance’u i medytacji buddyjskich mnichów, śpiew gardłowy, elementu śpiewu operowego. Rekwizyty jakby nie pasujące do akcji (worki, piłka, łapka na muchy, wiadro czy szmaciane lalki) przypadkowe a jednak stają się konieczne i doskonale dopełniają tę niekonwencjonalną propozycję taneczną . Warto dodać, że mimo wyraźnego rysuironii podszytej groteską, spektakl- niewątpliwie wyrastający z improwizacji – pozostaje przede wszystkim czystą rozrywką(...)
czasopismo
społecznego ruchu teatralnego
SCENA-43
numer
nowej edycji , 2006
![]() |
![]() |
premiera
spektaklu NO*21 z cyklu...
przygotowanie i wykonanie : Anna Krych , Jacek Gębura
Jak by tu powiedzieć
![]() |
Marzenia
o posiadaniu przedmiotów
świadczą o swoistym przywiązaniu do nich. Żeby nie uzależnić się od
czegoś,
potrzeba dystansu. I cierpliwości. Może dlatego bronimy się przed
kochaniem marzeń,
nadając im status cieni. Nienamacalnych zjawisk, niedotykalnych
bezpośrednio ciał. Żeby nie tęsknić, nie pragnąć. Nie czuć. Nie
być nimi. Nie stracić
kontroli jak
niewinne uśpione królewny, które nie chcą wyzbyć się
wrażliwości. Czy
przywiązanie zawsze dokonuje się po gorszej, pierwszej
stronie lustra? Bezlitośnie odcinamy możliwość odpowiedzi
na to pytanie, ostrzem jedynie słusznych rozwiązań. W
rzeczywistości do
rozwiązania nie dochodzimy, bojąc się utkanego z pragnień węzła
gordyjskiego. I
tniemy, niszcząc korzenie nadziei.Nadziei zachowania siebie, bez
niepotrzebnych deklaracji „Chcę zostać sobą.”. Bo co
trzeba zrobić, żeby w
przywiązaniu do innych swoją wartość dostrzec? Żeby w otoczeniu
przedmiotów z
zewnątrz podmiotem w środku być?I nie przekształcić się w rizomatyczną
strukturę, bez początku i końca, bez centrum, bez jedności, bez
znaczących współzależności
z zewnętrzem. Czy wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie: kim
jestem? I
zatrzymać lawinę pytań pojawiających się w świetle coraz to nowszych
sensów?Skupić się na mono nadawaniu w stereofonicznym świecie.
Bez cytowania i
odtwarzania wzorców zaszczepionych w świadomości. Pila w
„Nr20” przecina i
rozwiązuje zarazem.Posługuje się retoryką albo-albo, nie umniejszając
znaczenia perspektywy i-i. Chodzi
raczej o spójność wielości interpretacji, niż jedność
niespójnej prawdy.Postać z „Nr20” wymyka się opresji
wiedzy, nie poddaje się aktom regulacji, nie słucha muzyki popularnej
nadawanej
w głośnikach władzy. Nie ulega zapewnieniom, że istnieje jako
podmiot tylko
wtedy, gdy mieści się w kryteriach normalności. Żyje pomiędzy normalsem
a napiętnowanym. Nie wpisuje się w normatywne kategorie
tożsamościowe,
nie definiuje swojej płci.Przynależność do świata ludzkiego określa się
przez przywiązanie
do przedmiotów. Ale nie do ich sensu wyznaczanego przez
ujarzmiające mechanizmy
władzy. To przywiązanie to nieustanne próby zrozumienia,
jak można posłużyć się
obiektem bez teleologicznych uniesień.Jak uchwycić materię w jej
bezcelowości?
Jak zrozumieć bez wyjaśniania? To człowiek przed udziewczęceniem i
uchlopięceniem, przed wpojeniem zasad savoir-vivru, zanim
społeczeństwo
przypisze mu rolę, w okresie niemowlęcym. Dlatego wypowiadane
przez postaci słowa
nie znaczą. Nie przekazują literalnego sensu, są pasożytnicze względem
normalnego języka. Nie są
cytowalne.Po
co nazywać rzeczy? Czy nie
wystarczy, że istnieją? Komuś zachciało się powiedzieć video,
ergo scio.Nomologiczne zagadki rozwiązują upośledzeni emocjonalnie
„uzdrawiacze” wyobraźni.Neutralizują skutki przedwczesnego
zdziecinnienia,
przypisując sobie status trzeźwo myślących obserwatorów
rzeczywistości.Szczepią
przeciw zakaźnej przypadłości, objawiającej się nadmierna generacja
marzeń.
Byciem nie-tu i nie-teraz. Dotkniętych choroba pacjentów
cechuje odporność na szarlatańskie
porady typu: wyluzuj, nabierz dystansu, nie przejmuj się, nie myśl,
popatrz z
boku,nie przeżywaj.Wykazują minimalna reakcje na leki typu:
zobojętniacze,
znieczulacze, katalizatory. Kruchość nie wyklucza ociężałości. Bo
w rzeczywistości
kreowanej, (wy)marzonej, zdawałoby się normalnej pacjenci unoszą się
ponad
zwyczajnych, konsumujących.Nie patrzą ani z góry, ani z
boku.Oczy ich nie
widza. Nie wiedzą. Oczy czują. Patrzą do środka, surowym, naiwnym
wzrokiem
dziecka. Nie potrafią nazywać, oblekać w mosiężne ramy
PRAWDY. Skrzydła odcina
im terapia neutralizująca, obowiązkowa w świecie kamiennych
manekinów,
bezmyślnych kukieł udających dorosłych. Zewnętrze krępuje ruchy,
ogranicza je
do mimetycznych działań. Patrząc na postaci z
„Nr20”,
odnosi się wrażenie, że ich ruchy są skrępowane przez obowiązek
naśladowania. Ciała poruszają się w kształcie piłki, pily,
pacynki, maszyny do
pisania. Drgają w rytmie niesprecyzowanych dźwięków
przekazywanych ze świata
zewnętrznego do ich wnętrz. Trochę majaczą. Poddają się. Odbija
się w nich
świat widzialny.Odsyłają do tego, co widzialne za pomocą oczu
zwróconych do
wnętrza, do tego o werbalizowane za pomocą języka niemowlęcia.Marzą o
byciu tu
i teraz, o uważności bez unieważniania upływającego czasu. Nie chcą
posiadać. Demaskują niesłuszność poddania się podmiotowi, ulegania
semantycznym
dominacjom.Bycia określanym, bycia sensownym. Mieszczenia się w
szczelinach
istnienia
podmiotu.Szczeliny, katalizatory ludzkiej wszechwiedzy przyspieszają
pragnienie władzy, regulowania relacji znaczeń. Przestrzenie tych
szczelin to
miejsca semiotycznie nieodkryte, niezdefiniowane,
nieprzeZNACZONE. W ramach prawdy
odsłania się wiedza widza-pozorne spełnienie marzeń, realizacja
kategoryzującej
perspektywy.Wiedza widza uobecnia się, kiedy oglądamy pile i piłkę w
roli
zjeżdżalni. Uruchamia marzenia o dosięgnięciu nieosiągalnego. Czy
jednak chodzi
o nazwanie ustawionej pod kątem piły zjeżdżalnią? Byłoby to
kolejnym
ustanawianiem znaczeń, przesunięciem semantycznym, odtworzeniem tego,
co
mówimy. Piła-zjeżdżalnia to marzenie nie-bycia w
szczelinach istnienia. To
dążenie do niewypowiedzenia niewypowiadalnego.
po prezentacjach w Kaliszu
Pokazali co potrafią
Atrakcyjne
uzupełnienie XXXII Ogólnopolskich Warsztatów Tańca
Współczesnego, które jak zwykle odbyły się w Centrum Kultury i Sztuki w
Kaliszu,stanowiły wieczorne spektakle solowe wykonane przez wykładowców z
myślą nie tylko o uczestnikach zajęć, ale również o zwyczajnej
publiczności.Pierwszy
wystąpił Yuha-Pekka Marsalo, długoletni współpracownik
Carolyn Carlson, a od siedmiu lat tancerz belgijskiego Teatru Tańca
„Ultima Vez przedstawiając „Shocking – un solo pour un rien” – spektakl
opowiadający
o wymarłym plemieniu żyjącym jakoby na przedmieściach Paryża. Wiedzę o nim językiem
gestu i ruchu, wzmocnionym maską, kostiumem i elementami tańca
etnicznego przekazał
jego ostatni członek – Ahu Jakkep. Solo Shocking (przygotowane dla June Events
Paris 2004) jest ostatnią częścią trylogii, na którą składają się
wcześniejsze
duety:
„Isä” (2001) z Esą „Robin” Simonen
(popularną fińską piosenkarką),
oraz
„Oiva” (2002) z Hugo Laruffą (malarzem
argentyńskim).Spektakl z
cyklu
„tAńce któRych niKt nazwAć nie chciał” pt.
„N´14” obył się bez
wyszukanej
fabuły. Jego autor – Jacek Gębura, to profesjonalny tancerz i
choreograf,
którego w jakimś momencie znudziła „klasyka w
rajtuzach”.Nie zerwał z nią
całkowicie, współpracując z teatrami muzycznymi i
lalkowymi, ale
równolegle
prowadzi studium tańca,trenuje tancerzy hip-hop/freestyle,
organizujerozliczne
kursy i kieruje offowym Teatrem Tańca „Arka”,w
którym realizuje własne
projekty, taki, jak ten, nagrodzony przez publiczność gromkimi
brawamiPrzedstawienie jest po prostu zgrabną impresją – hołdem
złożonym
ulubionym
kompozytorom: Johnowi Cage, Steve’owi Reichowi iJohnowi Zorn
Kolejny
wykonawca – Eryk Makohon osadził swoje przedstawienie
„Koroner” w dość
szokującej scenerii prosektorium, a swoimi partnerami uczynił
nieboszczyków, ożywiając ich w swojej wyobraźni solenną
dawką alkoholu, a na scenie
dodatkową porcją wokali Maleńczuka i Kazika oraz… poezji
Adama
Mickiewicza. Czwarte
przedstawienie – „To nie był film”, to ekspresyjna
opowieść dziewczyny
napadniętej
i zgwałconej przez bandę oprychów,a może tylko projekcja jej
głęboko
skrywanych myśli i obsesji. Cécile Pégaz, tancerka
Compagnie Stanislaw
Wisniewski
– Lion (Francja) wykonała brawurowo ten spektakl, opracowany
choreograficznie
przez swego mistrza.
Krzysztof
Pierzchlewski
XII Międzynarodowa Konferencja Tańca Współczesnego
i Festiwal
Sztuki Tanecznej w Bytomiu
(...)
Tańce te nie
zostały nazwane ,nie każą więc wierzyć w przyłatane teorie.
Joanna
Prycz
fragment
"A ja
nie chcę być Zoilem"
gazeta
festiwalowa nr
4 - 2.07.2005